Za dnia wykradam aromat kwiatów z cudzych ogrodów. Wieczorami oglądam z kotem deszcz. W nocy boję się burz. Chociaż w sumie nie wiem, czy to strach. Może bardziej uznanie i pokorna bezsenność. Po miesiącach przerwy, znów zatraciłam się w wiedźmińskim świecie. Zbyt intensywnie, bo wizja rychłego końca prowokuje pustkę do falstartu. Ostatnio idąc do miasta przeskakiwałam z groźną miną po murkach, jak Ciri. I nie ważne, że o 10lat za stara, kilka punktów skali nasycenia włosy zbyt barwne, o braku zdolności władania białą bronią nie wspominając. Mimo to odnajduję taką zawadiacką, szarowłosą pannicę gdzieś w swojej głowie. Pielęgnuję i bawię się z nią myślami. Zabieram ze sobą na łąkę. Ostatnio zauważyłam, że najbardziej lubię na nią chodzić w długiej, brązowej spódnicy. Lubię jak haczy o trawy, jak faluje za mną na wietrze. Chciałabym znów tam uciec, teraz, w noc, w burzę. Przemoknąć, utopić myśli.

