Gdzieś pomiędzy reportażami, zakradłam się do zdjęć, które zrobiłam Ani kilka dni temu. Ludzie pytają, ileż można robić zdjęć na łące, w lesie, na polu. Mi się chyba nigdy nie znudzą. Tam odpoczywam, fotografuję w ciszy, bez gapiów, dla siebie.




Zazwyczaj słowa są przed obrazami, dziś obraz przebije słowa. Nie napiszę zbyt wiele, może tylko tyle, że powyżej znajduje się dowód na magię sióstr. Na połączenie dusz, na bezgraniczne zrozumienie, bezbłędne czytanie siebie nawzajem. Tylko siostra z wyboru mogła stworzyć taki portret. Bo pokazała swoją duszę przez mój uśmiech.
Zdjęcie autorstwa Ani Pińkowskiej, Villka.
Pociąg mija kolejną stację, a ja od dłuższego czasu wpatruję się w migający kursor i próbuje znaleźć właściwe słowa, które oddałyby choć w niewielkim stopniu uczucia towarzyszące mi przez ostatnie dni. Wyciszenie, swoboda, przyjaźń - te po części pasują, a z drugiej strony pozostawiają duży niedosyt. Rozmowy od rana do późnej nocy, wino, lekkie jedzenie, drzemki z kotem na puchowym dywanie, pokojowe tańce, wielogodzinne spacery i zdjęcia, dużo zdjęć. Lubię jak rozmawiamy bez słów i to, że myśląc o powrocie nie czułam smutku. To wspaniale uczucie wiedzieć, że ktoś na nas czeka. Ktoś, do kogo bardzo chce się wracać.
Nocne tańce.
Mieszkanie Villka i jej chłopaka tonie w książkach.
Codzienne pyszności.
Ze spaceru z Anią.
Gdzieś pomiędzy wieczornymi plotkami.
A tak się czułam po sesji, którą zrobiłyśmy w okolicach Warszawy. Było wspaniale, na pewno pochwalę się efektami i zdjęciami od zaplecza.

Obdarta z polotu słów zostawiam Was ze zdjęciami. Niech one dopowiedzą resztę.













A to dopiero połowa naszych siostrzanych wakacji .Teraz jesteśmy w Jeleniej Górze i wcale nie zamierzamy leniuchować.






